Należę do osób, które boją się przyszłości, a właściwie to starości. Nienawidzę dnia urodzin, nienawidzę myśli, że beztroska młodość zaraz minie! Jednak wczoraj zamarzyło mi się coś, co przeczy wszystkim moim lękom. Zapragnęłam, by czas przeskoczył szybko o trzy, może nawet cztery lata.
Leżąc u boku Ukochanego, wtulona w Jego ciepłe ciało i słuchając serca bijącego w równym rytmie, wyznałam szeptem, że chciałabym tak zawsze. Wszystkie moje marzenia zostały zastąpione jednym: zamieszkać razem. Dzielić łóżko tylko z Nim, móc budzić Go pocałunkiem, robić mu śniadanie do pracy wiedząc, że za osiem godzin wróci, obejmie mnie w mocnym uścisku i pocałuje, by wieczorem znów przytulić się do Niego i zasnąć spokojnym snem. Patryk uśmiechnął się uroczo, pogłaskał mnie po policzku i równie cicho odpowiedział jeszcze trochę skarbie...
Wydaje mi się, że to chyba nie jest normalne, gdy mając prawie siedemnaście lat nachodzą mnie takie myśli. Być może to wszystko napędza też fakt, że on sam jest starszy ode mnie o cztery lata... Ale czuję, że trafiłam na osobę z którą naprawdę mogłabym spędzić resztę swojego życia. Jest dla mnie idealny i to przy nim czuję się bezpieczna - a tego właśnie mi najbardziej brakowało zanim Go poznałam...
Otwieram oczy, budzisz mnie pocałunkiem,
jesteś obok, studzisz stres - to nietrudne.
Twój oddech na moich ciężkich skroniach,
koisz bojaźń, mój świat to paranoja.




