No to mamy poniedziałek. Lubię ten dzień ze względu na pięć, całkiem luźnych lekcji. Najgorsze jednak jest popołudnie, które przytłacza mnie uczeniem się przed okropnym wtorkiem. No, ale w dzisiejszej notce skupię się jeszcze na minionym tygodniu. Bo choć sobota była dość przytłaczająca (macham tu do mojej siostry, która pogorszyła mój stan psychiczny, jak gdyby problemy z żołądkiem mi nie wystarczyły).
Kartkując swój umysł chyba najlepiej zatrzymać się na Walentynkach. Ah! Agatka zakochana to ćwierkała w ten dzień jak ptaszek z radości! No bez przesady... No ale świętowałam, a co! Po prezent dla chłopaka pojechałam w środę wieczorem do galerii z siostrą z brudną od popiołu głową. Wiedziałam czego chcę, więc zakupy były błyskawiczne. A kupiłam bokserki i portfel. Kurde, sama bym mogła nosić takie gacie! ;P
A mój książę przyjechał do mnie z wielką, słodką poduszką i w sumie razem spędziliśmy bardzo miło kilka godzinek. Nie powiem, trochę się nadenerwowałam - moje kochane siostrzenice potrafią być naprawdę upierdliwe! No ale nie ma co narzekać. ;)
Z kolei w piątek z moją kochaną Moniką wybrałyśmy się na koncert m.on. Rafiego i Koniego do Manhatanu. Cóż, mało miejsca, dużo ludzi, ale atmosfera wspaniała! Stanęłyśmy w przodzie i z radością zaczęłyśmy tańczyć. Nie powiem, ale chyba się trochę wyróżniałyśmy wśród kiwających się w rytm ludzi. Ale było bosko i cieszę się, że jednak zdecydowałam się wydać te dziesięć złotych na bilet.
Po męczącej sobocie o której nie zamierzam pisać, przyszła nudna niedziela. Tak nudna, że aż zrobiłam zadania domowe na wtorek już. Jedak kolega zatroszczył się o to bym w końcu wyszła z domu. Posiedziałam z nim i jego kumplem w aucie, posłuchałam nutek z imprezy, wypiłam piwo, pośmiałam się i w ogóle wrzuciłam na luz, co było mi bardzo potrzebne...
Ah, rozpisałam się. Czas wypić jeszcze jedną kawkę i skupić się trochę na polskim, bo coś nauczyciel nie w sosie był...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz