wtorek, 29 stycznia 2013

          Życie jest tak przewrotne, że aż już mi się od tego wszystkiego w głowie kręci. Jest to trochę męczące, ale... dzisiaj jest nawet dobrze. Po tym jak cały weekend właściwie przepłakałam, tak w niedzielny wieczór zaczęłam się uśmiechać, odetchnęłam z ulgą.
             No tak, szkoda tylko, że sobota nie była taka dobra. Nie powiem, na osiemnastce się wytańczyłam i w ogóle pierwsze godziny były wspaniałe. Przez dwa dni mnie kręgosłup bolał od wywijania! I choć nie piłam za dużo - w porównaniu do wszystkich chyba najmniej, to po dwudziestej trzeciej zaczęłam tęsknić i znów wszystkim się przejmować. Na początku ludzie jakoś przyjmowali argument, że jestem zmęczona (choć było trudno, bo gdzie ja zmęczona!), jednak po jakimś czasie kiedy w oczach miałam łzy już nie chcieli mi wierzyć. Efekt końcowy był taki, że jako pierwsza dwie godziny przed końcem imprezy wybiegłam. Nie powiem, że przyjemnie było wędrować w cienkich rajstopach i balerinkach przez śnieg rycząc (tak, to jest dobre określenie!) jak małe dziecko, rozmazując przy tym całą tapetę jaką miałam na mojej okropnej mordzie. W sumie efekty tego trochę odczuwam - chore zatoki, ból głowy...
Żeby jednak nie przesadzać z pesymizmem, wstawiam kilka fotek. ;3 Do góry macie z solenizantem, moim kochanym Betkiem, a poniżej (to pierwsze) moje ulubione z landrynkami. 

piątek, 25 stycznia 2013

     Znów uszykowałam sobie kubek kawy (to już chyba trzeci dzisiaj), by móc zasiąść przed komputerem na chwilę i stwierdzić, że życie wcale nie jest takie złe. Swoją drogą patrząc na puste już puszki po kawie, to chyba powinnam zmienić ksywkę na jakąś typu kawoholiczka, czy coś. No ale wracając do gadki about my life... 
     Po tym jak wczoraj wylałam z siebie to wszystko i w ogóle po przemyśleniu kilku spraw, stwierdziłam, iż nie można się zadręczać. Tak, humor zdecydowanie mi wraca. Tak samo jak chęci do życia. Nie można mieć wszystkiego naraz i jakoś to do mnie dociera.
     Zauważyliście jak ładnie jest na dworze? Pełno śniegu, słoneczko, ciepło... Z moimi siostrzenicami zaliczyłam już zabawę na białym puchu. Teraz tylko czekam, aż będę mogła wyjść z domu. Trzeba kupić kartkę urodzinową dla Betka, no i rajstopy. ;) Ponadto, tak jak wspomniałam wcześniej - skończyła się kawka i trzeba coś na to poradzić!
     Ps. Mama kupiła pełno słodkości, ale ja na to nawet nie patrzę, jakoś mnie już nawet to nie kusi. I dobrze.  

czwartek, 24 stycznia 2013

        Późna pora - najlepsza na wylanie z siebie całego żalu do świata, spostrzeżeń i w ogóle napisaniu, że wszystko ostatnio staje się porażką. Najgorsze jest to, że nie potrafię nic dokładnie określić. Cholera jasna! Co mi jest!? Nie wiem. Smutno. A fakt, że już trzeci dzień trwa u mnie miesiączka, wcale nie pomaga. Wręcz przeciwnie - wszystko drażni mnie trzykrotnie bardziej. 
     Tęsknię za Patrykiem, którego ostatnio widziałam w sobotę i któremu się do mnie nie spieszy. Ale wmawiam sobie, że to dlatego, iż pod koniec miesiąca brak funduszy na paliwo. Prawda? Cóż, trzeba żyć nadzieją, że wszystko się ułoży gdy tylko go zobaczę. Choć w sumie dzisiaj już troszkę lepiej było, zainteresował się nawet trochę bardziej tym, co robiłam wczoraj wieczorem (o czym za chwilę), a pod wieczór z wiadomości wyszło, że nadal ma w planach oświadczyć mi się podczas mojej osiemnastki (damn it! to dopiero za półtora roku!). Tak, tak, takie mamy plany, a wesele będzie najwspanialsze na jakim kiedykolwiek zaproszeni goście byli.
     Poza tym kończą się ferie. Szczerze to się cieszę. Nie zaliczam ich do udanych, wręcz przeciwnie. Codziennie o jedenastej przychodzą do mnie dwa, małe, blond potwory, które kiedy się nudzą stają się kłótliwe i nieznośne. I choć Julię i Igę kocham ponad wszystko, to z tą pierwszą na pożegnanie kłócę się jak z kimś dorosłym z radością ją żegnając. Przedwczoraj nawet wydziedziczyła mnie z rodziny stwierdzając, iż już nie jestem wredną i okropną ciotką, tylko kimś obcym! A tak poza tym to te dzisiejsze dzieci są strasznie ograniczone. Z przerażeniem patrzę na to, że czterolatka i sześciolatka najlepiej bawią się grając na komputerze, telefonie, tudzież tablecie (do którego sama się dziś zepsuła ładowarka - tak mnie urządzenia elektryczne kochają!). No proszę, takie rzeczy to ja robiłam pod koniec podstawówki dopiero, a nie będąc w przedszkolu... 
         Mając psychiatryk w domu i jeszcze usychając z tęsknoty, Agatka oświadczyła rodzicom wczoraj po dwudziestej, że idzie do koleżanki oglądać film. Prawda jest taka, że z dwoma kumplami poszła do pubu, gdzie wydała trzydzieści złotych na jedenaście kieliszków wódki. Brawa dla małej blondyny, która robiła najwięcej hałasu wśród samych chłopców! Poznałam dwóch młodych panów, którzy po wyjściu próbowali mi pomóc zapiąć kurtkę, ale żadnemu to nie wyszło. Nagle zjawiło się auto i zawiozło mnie... (tutaj chwila grozy, trzech facetów i upita dziewczyna, która nie wie nawet kto kieruje...) Ha! I tu was mam! Srebrne auto (jeśli dobrze pamiętam...) zawiozło mnie prosto pod dom. Drzwi otworzył mi braciszek, z którym jeszcze spaliłam papierosa w kuchni, razem z lokatorem-szwagrem... Huh, przygoda skończyła się nad ubikacją do której z wielką przyjemnością zwróciłam kolację.
        Apropo kolacji, to obiecałam Domisiowi, że po dwudziestej nic nie zjem. Ale głód mnie taki straszny dopadł, że jedną kanapkę z pasztetem zjeść musiałam! Ale drugi dzień bez słodyczy - mały sukces jest! Eh, jak to mój kochany przyjaciel mówi - dla piękna trzeba cierpieć. Ale niedługo oboje będziemy piękni i spełnieni. Jutro trening, a w sobotę bieganie z tym dałnem. Gorzej, że noga znów daje się we znaki... Dam radę, muszę.
      Moje cappucino z mlekiem już dawno zostało wypite, czas więc chyba się położyć. Trochę smutno, że moje kochanie zazwyczaj nie pisze mi dobranoc, no nie? No ale cóż, tak już bywa. Za to w prezencie dostałam od niego złotą zawieszkę, którą będę dumnie nosić w sobotę na osiemnastce Bekona. Szkoda, że bez osoby towarzyszącej prosił... Ale nadrobimy za tydzień. No tak, miałam już kończyć. Miłych snów miśki. ;*

niedziela, 20 stycznia 2013

           Rozmowy z Kamilą zawsze pozostawiają po sobie ślady w postaci refleksji nad swoim życiem i sprawiają, że człowiek czuje w jakiś sposób wewnętrzny spokój - tak to zdecydowanie dobre określenie. Przy ciepłej herbatce siadamy i opowiadamy sobie o wszystkim co nas cieszy, dręczy, smuci, o większych problemach i drobnostkach.
          Dziś przyszła do mnie już trochę późno, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Są ferie, a ja sama siedziałam w mieszkanku mojej siostry pilnując dwie najukochańsze istotki, jakimi są moje siostrzenice - Julia i Iga.Wcale nam one nie zawadzały! Uradowane faktem, że przyszła do nich całkiem fajna ciotka wyciągnęły grę i przez kilkanaście minut całą czwórką ćwiczyłyśmy swoją pamięć. Potem włączyłam im bajki, dzięki czemu ułożyły się na łóżku i powoli zasnęły, a my odpaliłyśmy świeczkę o zapachu pomarańczy i w jej świetle uciszonym głosem przeszłyśmy do poważnych tematów (jakże to śmiesznie brzmi, a jednak prawdziwie!).
          Jakie poważne tematy mogą mieć szesnastolatki, no - prawie siedemnastolatki? Pewnie nasuwa się wam sprawa miłości i wielce się nie milicie. Jednak w tym wszystkim nie chodzi w ogóle o fakt posiadania. Nie.Usłyszałam dzisiaj z ust Kamili słowa, które trafiły do mojego serca - Niczego na świecie nie boję się tak bardzo, jak samotności. Mogę nie mieć pieniędzy, ani pracy, bo to nie będzie tak ważne kiedy będę czuła, że ktoś jest przy mnie. Pomimo tego, że takich rozmów było nie mało, kolejny raz nie mogłam uwierzyć, że na przeciw mnie siedzi drobna, młoda dziewczyna, która potrafi tak pięknie myśleć i mówić; osoba o wielkim sercu, szczerym uśmiechu i zdrowym rozsądku.
            Rozmowa potoczyła się również w stronę rodziny, przyjaciół, przyszłości.... To takie dziwne, a zarazem przyjemne móc mówić i mówić i nikt tobie nie przerwie, bo słucha i zawsze odpowie, podsumuje, doradzi sensownie. I ty zaraz możesz zrobić to samo, bo ktoś ci ufa i nie zamierzasz tego spieprzyć i to doceniasz! W ciągu jednego wieczora powiedziałam niemalże wszystko, co mnie trapiło. Powiedziałam to tak, jak we mnie siedziało, słowo w słowo tak jak myślałam. Podczas jednej rozmowy usłyszałam wspaniałe myśli, poczułam się doceniona i spełniona. Dzięki kilku godzinom spędzonym z Kamilą rozluźniłam się, oczyściłam umysł i przypomniałam sobie jak powinnam patrzeć na świat. Mało tego, utwierdziłam się w fakcie, że jestem szczęśliwa, bo mam Patryka, wspaniałą ekipę, Kamilę, no i przed sobą w końcu się przyznałam, że pomimo tego wszystkiego złego, to niczego w życiu nie żałuję i lubię siebie za to jaka jestem.
 

piątek, 18 stycznia 2013

          Od zawsze moim marzeniem był tatuaż. Decyzję o jego wykonaniu przekładam od wakacji. Ciągle myślę, że przed tym dam radę schudnąć, żeby ładniej wyglądało. Jednak coraz bardziej jestem pewna, iż powinnam zrobić tatuaż w najbliższym czasie. I nie chodzi tu o szpan, tylko o zrobienie czegoś dla siebie, spełnienie marzenia, dowartościowanie się i uświadomieniu sobie, że jeśli chcę to potrafię.
Tatuaż pragnę mieć na żebrach po lewej stronie, będzie on taką moją małą, słodką tajemnicą, o której będą wiedzieć osoby najbliższe - myślę, że samo to potwierdza, że nie robię tego dla lansu. Mały, skromny napis Fortes Fortuna Adiuvat, co znaczy Śmiałym szczęście sprzyja,  - już jakieś pół roku noszę się z przekonaniem, że to właśnie jest idealne zdanie, które zasługuje by gościć na mym ciele. 
Uzbierać sto pięćdziesiąt złotych, lub dogadać się z rodzicami dokładnie i wykonać. Taki jest cel. Życzcie mi powodzenia! 

czwartek, 17 stycznia 2013

          Najbardziej lubię tę chwilę gdy tańczysz przy mnie. Robisz to tak wspaniale! Ludzi pełno wokół, ale to nie jest ważne. Wszystko znika, a przed oczami mam tylko Ciebie, ruszającego się w rytm głośnej muzyki, która w tym momencie wydaje mi się znacznie cichsza.
          Każdy zmysł skupia uwagę na Tobie, pragnie tylko Ciebie.
Uszy chcą słyszeć tylko Twój głos, usta smakować tylko Twych warg, oczy chcą patrzeć tylko na Ciebie, ciało chce czuć tylko Twój dotyk, a nos zapach Twych perfum.
        W pewnym momencie jesteś jeszcze bliżej, a Twoje dłonie wędrują ku mojej twarzy. Głaszczesz delikatnie moje policzki i szepczesz, że mnie kochasz. Odpowiadam z pełnym przekonaniem to samo. Nigdy niczego nie byłam tego tak pewna, jak tego uczucia. Jesteś jedyną osobą, która opanowała moje serce i w ten sposób czynisz mnie najszczęśliwszą istotą na świecie. Powtarzam to każdego dnia i wciąż nie mogę uwierzyć, że to wszystko spotyka właśnie mnie.